wtorek, 16 czerwca 2009

SOUL OF THE SUFI, LIVE IN WARSAW, Fareed Ayaz Abu Muhammad & bros


"Soul Of The Sufi. Live in Warsaw"
Fareed Ayaz, Abu Muhammad & Bros
wyd. OpenSources/ CM Records

Płyta "Soul of the Sufi" stanowiąca zapis koncertu,który odbył się dokładnie 1,5 roku temu w Warszawie jest wyjątkowa pod każdym względem. Uwodzi egzotyką brzmienia, zachwyca kunsztem, z jakim za pomocą skromnego instrumentarium można stworzyć prawdziwą muzyczną ucztę. Uczy także pokory i otwartości, a w każdym kolejnym kontakcie dostarcza większej przyjemności.
Dźwiękowe medytacje odgrywane na dwóch harmonium, bębnach: dholak i tabla przy akompaniamencie wyklaskiwanego rytmu i zaśpiewach artystów, hipnotyzują i pozwalają oderwać się od rzeczywistości. Tak samo, jak podczas pierwszego stołecznego występu Fareeda Ayaza z zespołem. Na albumie udało się uchwycić klimat tamtego koncertu. Fakt, że na scenie występowali mistrzowie gatunku gwarantował wówczas wrażenia wysokiej próby. Teraz, utrwalony na krążku daje szansę na docenienie warsztatu muzyków. W trakcie nagrania nie zaginęła też olbrzymia radość i energia, jaką pakistańscy artyści przekazują w każdej sekundzie swych występów. Komu więc przeszła koło nosa druga szansa, by zobaczyć Fareeda Ayaza, Abu Muhammada i braci na żywo (zagrali ponownie rewelacyjny koncert w radiowym studiu 16 czerwca 2009), śmiało może sięgnąć po ten krążek. To także najtańszy sposób, bowiem znakomita większość płyt artystów quawwali pochodzi z importu, co ma swoje odbicie w cenie:)

czwartek, 11 czerwca 2009

ŚWIĘTY WROCŁAW Łukasz Orbitowski


"Święty Wrocław"
Łukasz Orbitowski
Wydawnictwo Literackie

Przyznam szczerze, przeczytałam tę książkę z dwóch powodów. Po pierwsze – jest to horror rozgrywający się w scenerii osiedlowej- a ja od czasów „Candymana” żyję małą obsesją poszukiwacza przerażających historii rodem z wielkiej płyty. Drugi powód- wszystko dzieje się we Wrocławiu, mieście wobec którego nie pozostaję obojętna.
Mój egzemplarz książki został więc wchłonięty najszybciej jak to było możliwe. A trzeba powiedzieć, że Orbitowski potrafi zatrzymać czytelnika przy lekturze. Podrzuca tropy, rozsypuje mozaikę intrygi, wprowadza kolejne postaci dramatu, a przy tym stopniowo buduje nastrój niepokoju, grając na naszych podświadomych lękach. Kto więc oczekuje krwi i trupów, musi obejść się smakiem, tu przerażanie przybiera formę bardziej wyrafinowaną. Oto nagle wśród bloków coś się zaczyna dziać. Mieszkańców ogarnia szaleństwo- zdzierają tapety, boazerie, posadzki, świat zewnętrzny przestaje ich interesować. Bez jedzenia, spania, bez telewizji i telefonów komórkowych- żywią się energią czarnych ścian swojego świętego miasta. Przyjezdni, ciekawi tego, co dzieje się na osiedlu, giną wśród bloków bezpowrotnie...
Orbiotwski nie tylko po mistrzowsku podsyca grozę, ale wprowadza na karty powieści całą galerię „szarych” obywateli: od głupawych nastolatek, przez jarających trawę nauczycieli-praktykantów, zwyczajnych pijaków i miejscowych świrów-wizjonerów po religijnych oszołomów i oddanych sprawie policjantów. Ot przekrój społeczny naszego państwa. Autorowi udaje się zachować wielowymiarowość bohaterów. Szczęsliwie też operuje żywym językiem i trafnie punktuje rodzimą popuklturę i mass media.
Wszystko to składa się na świetny klimat książki. Jest tylko jedno małe ale- finał. Można bowiem odnieść wrażenie, że pisarzowi nie chodziło o to, by złapać króliczka i dopisać te ostatnie rozdziały, tylko któregoś pięknego dnia przyszedł podły wydawca i powiedział „koniec zabawy”. A mnie to nie odpowiada. Bo „Święty Wrocław” wymagałby potraktowania z namaszczeniem aż do końca - i nie chodzi o dopowiedzenie tego, co przemilczane, raczej o zachowanie rytmu narracji.