
"Święty Wrocław"
Łukasz Orbitowski
Wydawnictwo Literackie
Przyznam szczerze, przeczytałam tę książkę z dwóch powodów. Po pierwsze – jest to horror rozgrywający się w scenerii osiedlowej- a ja od czasów „Candymana” żyję małą obsesją poszukiwacza przerażających historii rodem z wielkiej płyty. Drugi powód- wszystko dzieje się we Wrocławiu, mieście wobec którego nie pozostaję obojętna.
Mój egzemplarz książki został więc wchłonięty najszybciej jak to było możliwe. A trzeba powiedzieć, że Orbitowski potrafi zatrzymać czytelnika przy lekturze. Podrzuca tropy, rozsypuje mozaikę intrygi, wprowadza kolejne postaci dramatu, a przy tym stopniowo buduje nastrój niepokoju, grając na naszych podświadomych lękach. Kto więc oczekuje krwi i trupów, musi obejść się smakiem, tu przerażanie przybiera formę bardziej wyrafinowaną. Oto nagle wśród bloków coś się zaczyna dziać. Mieszkańców ogarnia szaleństwo- zdzierają tapety, boazerie, posadzki, świat zewnętrzny przestaje ich interesować. Bez jedzenia, spania, bez telewizji i telefonów komórkowych- żywią się energią czarnych ścian swojego świętego miasta. Przyjezdni, ciekawi tego, co dzieje się na osiedlu, giną wśród bloków bezpowrotnie...
Orbiotwski nie tylko po mistrzowsku podsyca grozę, ale wprowadza na karty powieści całą galerię „szarych” obywateli: od głupawych nastolatek, przez jarających trawę nauczycieli-praktykantów, zwyczajnych pijaków i miejscowych świrów-wizjonerów po religijnych oszołomów i oddanych sprawie policjantów. Ot przekrój społeczny naszego państwa. Autorowi udaje się zachować wielowymiarowość bohaterów. Szczęsliwie też operuje żywym językiem i trafnie punktuje rodzimą popuklturę i mass media.
Wszystko to składa się na świetny klimat książki. Jest tylko jedno małe ale- finał. Można bowiem odnieść wrażenie, że pisarzowi nie chodziło o to, by złapać króliczka i dopisać te ostatnie rozdziały, tylko któregoś pięknego dnia przyszedł podły wydawca i powiedział „koniec zabawy”. A mnie to nie odpowiada. Bo „Święty Wrocław” wymagałby potraktowania z namaszczeniem aż do końca - i nie chodzi o dopowiedzenie tego, co przemilczane, raczej o zachowanie rytmu narracji.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz